• Wpisów: 3555
  • Średnio co: 13 godzin
  • Ostatni wpis: 1 rok temu, 19:40
  • Licznik odwiedzin: 321 418 / 2045 dni
 
supermonstereczka
 
Za dwa tygodnie kończą się wakacje ;-;
Jak o tym myślę, to chce mi się płakać. Idę do drugiej klasy liceum (profil biol-chem z rozszerzonym niemieckim) i nie będę miała właściwie czasu, aby pisać na blogu. Moim głównym zamierzeniem w te wakacje było napisanie (a właściwie skończenie) Trzynastej Władczyni. Jednak, jak to ze mną bywa, ogarnął mnie wakacyjny leniwiec i nie robiłam praktycznie nic konstruktywnego. Głównie to oglądałam anime i leżałam na łóżku. Nawet książek nie chciało mi się jakoś czytać (plus muszę zacząć "Pana Tadeusza" i "Dziady" ;-; ). Nie sądzę, abym skończyła pisać opowiadania do końca sierpnia. A teraz będę miała tyle zajęć, że się pewnie nie będę wyrabiać z robieniem wszystkiego. Dodatkowe lekcje angielskiego i niemieckiego, pewnie biologia i chemia (chemię mam z niezbyt lubianą przeze mnie nauczycielką, która tłumaczy w sposób niezrozumiały dla mnie...) oraz japoński. Oczywiście jeszcze inne lekcje: matematyka, polski czy his (historia i społeczeństwo). Dochodzi mi jeszcze łacina. Będę miała 10 przedmiotów (niezła zmiana, to muszę powiedzieć - rok temu było 16!), ale pewnie będę bardziej harować, niż w pierwszej klasie. Pięć czy nawet sześć godzin biologii i chemii - mózg mi się przegrzeje... W gimnazjum myślałam, że to najlepszy wybór. Teraz tak się zastanawiam, skąd ja miałam wiedzieć, co będę chciała robić w życiu? Teraz nawet tego nie wiem. Głównie zależało mi na językach obcych (niemiecki, angielski i japoński). To mi idzie najlepiej. Nie jestem orłem z matematyki czy z przedmiotów humanistycznych (polski jest niezrozumiały, a historia mnie nudzi). Jednak w mojej szkole nie ma tak łatwo. Jest sześć (na moim roczniku pięć) profili: mat-inf, biol-fiz (teraz zmienili na biol-chem), human, niemiecka, biol-chem i mat-fiz. Matematyka, informatyka i fizyka - po prostu nienawidzę. Nigdy nie zrozumiem tych wszystkich obliczeń, procentów, itp. Human - umarłabym chyba. W gimnazjum bardzo lubiłam chemię i biologię. Byłam jedną z lepszych w klasie. No i oczywiście niemiecki. Testy gimnazjalne poszły mi najlepiej z tego języka (podstawa - 100%, a rozszerzenie - 98%). Dlatego kierowałam się tam, gdzie był niemiecki, biologia lub chemia. Zostały mi dwie klasy - biol-chem i niemiecka. Wolałam tę drugą opcję. Były tam trzy rozszerzenia: niemiecki (wiadomo), chemia i... matematyka. No co ma piernik do wiatraka? Dlaczego do klasy niemieckiej dali rozszerzoną matematykę?? Jakby była biologia, to byłoby idealnie. Ale nieee! Dlaczego? -_- Miałam duży dylemat. Ale w końcu zdecydowałam się na biol-chem z niemieckim rozszerzonym i podstawowym angielskim.
Moje liceum niby jest jednym z lepszych, ale ja uważam, że to nie jest zasługa nauczycieli, tylko uczniów. Bo nauczyciele nie biorą wszystkiego na poważnie, mówią, że jesteśmy beznadziejni i jak się nie będziemy uczyć, to nic nie osiągniemy. Z jednej strony to prawda - trzeba się uczyć na bieżąco, ale taką zachętę można o kant dupy rozbić. Albo jak ja wracam po 16 do domu, to ja nie mam siły, aby nic robić. Wracam, jem szybko obiad, odrabiam lekcje i po prostu padam na mordę. Bo nauczyciele myślą, że my w domu nie mamy nic do roboty. Tylko nauka. Bo my nie mamy pasji, zainteresowań, rodziny - tylko szkoła, szkoła, szkoła...
Wiecie co jest najśmieszniejsze? Nauczyciele mówią nam, że nie mamy czasu na bzdety, musimy gonić materiał. A jak czegoś nie zrozumiałeś? To masz problem! Bo zajęcia dodatkowe są tylko dla klasy pierwszej! Nie możesz iść i dopytać się o to, czego nie rozumiesz. Zawsze możesz zapłacić za korepetycje, prawda? Bo skoro masz kasę na podręczniki, to możesz dopłacić te kilka stówek na lekcje prywatne. Bo nauczyciel nie może na spokojnie wyjaśnić tematu tak, aby KAŻDY to zrozumiał, bo goni go materiał. Nie mówię, że jest to wina TYLKO nauczyciela. Czasem jest tak, że belfer rozumie, co czują uczniowie i stara się prowadzić lekcje normalnie, na życiowych przykładach. Jednak potem zostaje zwolniony, bo nie nauczył uczniów całego materiału. To jest po prostu śmieszne.

Uff

Dobra, wygadałam się XD
Wpis miał być o moich planach, a nie o szkole. Ale musiałam to napisać. Jest to ważne dla mnie, ponieważ zostały mi jeszcze dwa lata w szkole, a potem wkraczam w życie "dorosłe". Moim marzeniem jest pracować jako tłumacz (najlepiej w wydawnictwie). Jeszcze niedawno chciałam być dietetykiem. Nadal jest to jedna z opcji, ale nie sądzę, abym podołała temu zadaniu. Możecie wierzyć lub nie, ale nie jest pewna siebie. Moim marzeniem jest zostanie tłumaczem, a, szczerze mówiąc, ja się boję obcych ludzi i niezaplanowanych sytuacji. Od razu zaczynam się stresować, jąkać i czerwienić. Nienawidzę tego w sobie, próbuję to zwalczać, ale nie mogę. Nawet z moją wychowawczynią, którą znam od trzech lat, nie mogę normalnie rozmawiać. Serce zaczyna mi bić tak szybko, że nie mogę złapać oddechu. Nie patrzę też ludziom w oczy, ponieważ to mnie jeszcze bardziej stresuje i wtedy nie wiem, co mam powiedzieć, gdyż cały wątek wylatuje mi z głowy. Czasem nawet jak koleżanka do mnie podejdzie, czuję, że serce wali mi jak szalone. Czy to jest normalne?
Bo ja się czuję, jakbym była niedorozwinięta.
Znacie może jakieś dobre triki na nieśmiałość? Byłabym Wam wdzięczna.

A co do moich planów: aktualnie czytam książkę "Król Demon", której autorką jest Cinda Williams Chima. Potem wezmę się za drugą część, pt. "Wygnana Królowa", a następnie skończę "Wierną". A no i oczywiście "Pan Tadeusz" i "Dziady".

Od dawna się tak nie rozpisałam xD

  •  
  • Pozostało 1000 znaków
Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego
  • awatar
     
     
    gość
    Nigdy nie miałam takich problemów, ale moja przyjaciółka tak. Często widziałam, jak nawet przy rozmowie ze mną się czerwieniła i nie mogła się wysłowić. Było dla niej trudne podejść do kasy i zapłacić na zakupy czy odpowiedzieć na pytanie, ktore ktoś jej zadał (np. w McDonaldzie). Starałam się jej jakoś pomoc, mówiłam, że nie powinna się bać. Minęło kilka lat, zanim juz na spokojnie podchodziła do kina. Myślę, że ty rownież powinnaś na spokojnie przez to przejść. Pamiętaj, że to nic takiego pytać innych. To wszystko jest normalne. A z tym czerwieniem też rozumiem.
    Wystarczy, że się skupisz i przestaniesz się denerwować. Dasz dobę radę ;) / X-Maniaczka
     
  • awatar
     
     
    Sakuja World
    Z tym czerwienieniem, peszeniem i stresem, to w pełni Cię rozumiem :(
     
  •  
     
    To zabawne , chyba mamy podobne problemy z nieśmiałością .. niestety nie znam na to żadnych rad. Sama czasem boję się podejść do swojej przyjaciółki :<
    Nienawidzę akcji " na spontanie " , mam wrażenie wtedy jakbym miała zemdleć ze stresu XD
     
  • awatar
     
     
    Sakuja World
    Rozumiem Cię i łącze się w bolu. Ja ide na druga klase, human rozszerzony z historią sztuki. Rozszerzona historia sztuki i polski. Poza tym, standardowy angielski musze podciagnac, bo jestem noga , a pani chyba mnie nie lubi. Przyznaje, w pierwszej klasie bylam okropna hormony i inne takie. Rosyjski, polski i wychowawcza beda z jedna pania, nowa wychowawczynia. Tez kiepsko, ne? Lacze sie z toba w bolu i trzymam kciuki, zebys znalazla czas na pisanie.